Leżałam na podłodze totalnie wypompowana z sił,z dławiącym zapachem lilii wodnych w całym pokoju. Musiałam coś zrobić,żeby ten zapach nie był moim ostatnim. Moja moc sama mnie powoli zabijała,więc nie miałam zbyt dużo czasu przed utratą przytomności. A do tego już nie duży krok od śmierci. Rozejrzałam się za bronią,którą mogłabym użyć do rozwalenia okna. Najbliżej mnie był mój miecz,więc poczołgałam się do niego. Nie miałam siły krzyczeć. Nie miałam siły na nic. Złapałam mocno rękojeść miecza,lewą ręką i wstałam. Nogi trzęsły się pod moim ciężarem,a świat wokół zaczął wirować jak zwariowany. Zachwiałam się i zrobiłam krok do przodu dla zachowania równowagi. Błąd! Powinnam była się nie ruszać. Miecz wyleciał mi z ręki kiedy machnęłam ręką dla utrzymania równowagi. Słyszałam jak rozbija szybę,a ja poleciałam zaraz za nim. Szyba powinna wytrzymać mój ciężar ciała w zderzeniu z nią,ale już była rozbita,więc wypadłam za okno razem z potłuczonym szkłem. Nie leciałam zbyt długo w dół. Zaledwie po pięciu sekundach miałam randkę z ziemią,a właściwie trawą i jakimiś kwiatkami. Jęknęłam,a chwilę później nadeszła zbawienna ciemność i zabrała mnie ze sobą.
*****
Odpoczywałam przez całą sobotę i niedzielę. Nabrałam wystarczającej siły by chodzić. Nigdy nie byłam tak wyczerpana. Katie i Will wiedzieli co się stało,opowiedziałam im o tym. Obudziłam się po szóstej i nie mogłam zasnąć. Bez pukania do mojego pokoju wpadła Katie z czymś w rękach i z szerokim uśmiechem. To nie był zwykły uśmiech. Miała je tylko kiedy chodziłyśmy kupić sukienki i spódnice. Ten uśmiech był podobny i to mnie przeraziło.
-Dwa fakty-oznajmiła radośnie.
-Nie śpię i nie wychodzę z łóżka?-zapytałam z nadzieją w głosie.
-Ojciec zapisał całą naszą trójkę do liceum. W Rairze są specjalne mundurki!-oznajmiła z szerokim uśmiechem.
Podniosła wieszak z ubraniem. Czerwona spódniczka przed kolana w kratkę,biała koszula,czerwona kokarda ze wstążki i czarne pod kolanówki. Wydałam z siebie okrzyk przerażenia i zakopałam się w kołdrze. Nigdy,przenigdy nie miałam na sobie tych przeklętych spódnic ani sukienek. Kotołaki,w mniejszości,się ich bały. Ja była w tej mniejszości.
-Mam taką samą! Będziemy jak siostry!-pisnęła entuzjastycznie Katie.
Miałam nadzieję,że żartowała i nie będę musiała ubierać tego cholerstwa.
-Błagam,powiedz,że to kawał!-krzyknęłam z pod kołdry.
-Nie,to najszczersza prawda. Ojciec się trochę rypnął z naszym wiekiem i zapisał nas do liceum,więc mamy tam chodzić i udawać licealistki. Zawsze marzyłam o powtórzeniu liceum! Licealiści są tacy słodcy!-powiedziała.
-Nie ma wersji mniej demonicznej?-zapytałam z nadzieją.
-Są tylko dla chłopaków-odpowiedziała.
O równej ósmej weszłam do klasy z Willem i jakąś Koreanką czy Azjatką. Swoje włosy upięła w
dwa kucyki czerwonymi gumkami. Miała rozpięte dwa guziki białej koszuli,a kokarda zwisała jej dość fajnie. Miała na mundurek ubrany czarny sweter. Też miałam rozpiętą koszulę,a kokardę byle jak narzuconą pod kołnierzyk białej koszuli. Nie czułam się wygodnie w mundurku. Na szczęście nie było do mundurku butów,więc ubrałam glany. Moje różowe włosy nie pasowały do mundurka.Wszyscy się odwrócili w naszą stronę. Ich wzrok spoczął na mnie. Wyróżniałam się z moimi włosami. Przewróciłam oczami i rozejrzałam się za wolnym miejscem. Ostatnia ławka pod oknem była wolna i tam się właśnie udałam. Will ruszył za mną i usiadł w ławce obok. Na szczęście każdy siedział sam,bo ławki były jednoosobowe. Wyciągnęłam z torby długopis i gruby zeszyt do sporządzania notatek. Przez całą lekcję starannie pisałam notatki choć one nie były mi potrzebne. Mam dobrą pamięć.
Po szesnastej byliśmy w domu. Katie i Will się uczyli,ja nie musiałam,więc postanowiłam się pouczyć jeździć na ścigaczu. Wiem,jestem dziwna,ale nigdy nie jeździłam ścigaczem,a miałam na to ochotę właśnie dziś. Przebrałam się w czarne spodenki i szarą bluzkę. Ubrałam czarno-zielony kombinezon ochronny,który przylegał do mojego ciała jak druga skóra i glany. Wstąpiłam do salonu,gdzie zakuwali moi przyjaciele.
-Idę się pouczyć jeździć na ścigaczu,nie wiem kiedy wrócę-oznajmiłam im.
-Powodzenia-mruknęła Katie,nie odrywając wzroku od książki.
-Nawzajem-westchnęłam i wyszłam na zewnątrz.
Wjechałam na stary tor w środku lasu. Nikt tu nie zaglądał od dawna,ale przyroda nie potrafiła zarosnąć nieżywy beton. Było cicho i jasno. Wzięłam głęboki oddech i puściłam hamulec. Czarno-zielony ścigacz wyrwał się do przodu i zgasł. Przewróciłam oczami. To potrwa dłużej niż kilka minut. Załapałam o co chodzi dopiero pół godziny później. Pędziłam ze śmiercionośną prędkością po torze. Fajne uczucie. Stwierdziłam,że mi to wystarczy i wróciłam do Ikebukuro. Właściwie to jeździłam bez celu. Odwróciłam gwałtownie głowę i lewą stronę. Zdawało mi się,że słyszałam cichy krzyk. Westchnęłam przeciągle i skręciłam w tamtą stronę. Wjechałam w ciemny zaułek. Dzięki moim wyostrzonym zmysłom widziałam,słyszałam i wyczuwałam równie dobrze jak kot,w którego mogłam się zmieniać. Już z daleka widziałam czwórkę ludzi. Trójka stała,a jeden leżał zwinięty w kulkę na ziemi. To nie wyglądało jak pomoc. Jeden z nich miał na sobie żółtą bluzie,drugi miał żółte buty,a trzeci żółtą czapkę. Musieli należeć do gangu. Z pewnością należeli do Żółtych Szalików. Odwrócili się w moją stronę i zasłonili rękami oczy. Już z daleka widziałam,że są chłopakami. Zatrzymałam się trzy metry przed nimi i wyłączyłam motor. Zsiadłam z niego,ale nie ściągnęłam kasku. Chciałam zostać anonimowa. Zerknęłam na nieprzytomnego chłopaka na ziemi. Był posiniaczony,ale chyba nie miał żadnych uszkodzeń wewnętrznych,ani połamanych kości. Przeniosłam swój wzrok na członków idiotycznego gangu.
-Zostawcie go w spokoju-nakazałam im.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz