piątek, 20 marca 2015

Rozdział 4. Czy Ty mnie śledzisz?

Stoję i wkładam na półkę pędzle. Pracuję u Claytona,miłego starszego pana z poczuciem humoru. Connor i Travis również pracują. Są synami pana Claytona. Oboje są rudawi i mają piwne oczy. Są przystojni i mili. Traktują mnie jak młodszą siostrę,co czasami bywa wkurzające. Tak,pracuję w sklepie z narzędziami. Mam na sobie czarne rurki,niebieski podkoszulek o jeden rozmiar za duży i conversy. Włosy zaplotłam w dobierańca. Kiedy kończę wykładanie,odstawiam wózek na swoje miejsce i robię mały obchód wśród klientów. Widzę starszą panią z ciężką,dużą torbą z zakupami. Podchodzę do niej z miłym uśmiechem.
-Pomóc pani?-pytam.
Uśmiecha się do mnie z wdzięcznością i podaje mi torbę. Nie jest za lekka,ale jestem silna.
-Miła z Ciebie młoda dama-mówi do mnie.
Podchodzę do drzwi,odwracam się i popycham plecami,przytrzymując je dla starszej kobiety. Idę za nią do szarego auta w milczeniu. Otwiera bagażnik,a ja kładę do środka torbę.
-Miłego dnia życzę pani-mówię i wracam do sklepu.
Opieram się o ladę,za którą stoi Connor.
-Jak zawsze pomocna-podżeźnia się mi.
-Jak zawsze pacan-odparowuję i śmiejemy się.
On wraca do sprawdzania produktów,a ja odpisuję Katie na wiadomość. Wkładam swój zielony,dotykowy telefon do tylnej kieszeni i obserwuję klientów. Majsterkowicze,obudzili się dopiero na wiosnę. Ruch powili staje się mniejszy. Nudzi mi się trochę.
-Ana!-woła mnie Travis.
Przewracam oczami i idę do niego. Wygląda na zagubionego i zażenowanego,jak zawsze kiedy czegoś nie wie. Obsługuje wysokiego bruneta w białej koszuli,dżinsach i conversach. Rozbawiona,podchodzę do nich.
-Mogłabyś się zająć,panem Grey'em?-pyta,a ja blednę lekko.
To raczej było pytanie retoryczne,bo Travis w pięć sekund znika w magazynie. Pewnie,Ana się wszystkim zajmie-warczy moja podświadomość za nim. Odwracam się do Grey'a z uniesioną brwią. Uśmiecha się do mnie. Christian Grey we własnej osobie stoi przede mną.
-Czy Ty mnie śledzisz?-pytam go.
-Tak-potwierdza,obserwując moją reakcję.
Nie jestem zdziwiona.
-Przyszedłeś tu tylko,żeby się ze mną spotkać czy coś kupić?-pytam.
-I jedno,i drugie-odpowiada z uśmiechem i wiem,że ze mną flirtuje.
-W takim razie czego szukasz?-nie wiem co ja mam z tymi pytaniami.
-Głównie sposobu,żeby się z Tobą umówić i liny,czarnej z naturalnego włókna-odpowiada,a ja oblewam się rumieńcem.
Jezu! Czemu się rumienię? Przecież nie powiedział niczego niezwykłego! Przewracam oczami z niemądrym uśmiechem i przechodzimy trzy regały w prawo do lin. Odnajduję właściwą i patrzę na niego pytająco.
-Ile metrów?-pytam.
-Sześć-odpowiada.
Odliczam sześć metrów czarnej liny z włókna naturalnego i przecinam wprawnie,małym nożykiem z tylnej kieszeni. Zwijam odmierzoną linę i mu wręczam. Chowam z powrotem nożyk i odkładam resztę liny na miejsce.
-To jak? Dasz się zaprosić na randkę?-pyta wprost.
-Zastanowię się i dam odpowiedź wieczorem-odpowiadam z chytrym uśmieszkiem.
Wtedy od robi coś co mnie szokuje. Podchodzi i całuje mnie,w usta. To namiętny pocałunek,który odwzajemniam. Po chwili odsuwamy się od siebie z uśmiechami.
-To było zaskakujące-mamroczę.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz