Zaraz po kolacji,ubrałam się w swój bojowy strój. Czarną podkoszulkę,czarną bluzę idealnie dopasowaną do mojego ciała,czarne grube getry,czarne buty do kolan i czarną czapkę zasłaniającą moje różowe włosy. To był współczesny bojowy strój Kotołaków. Zmieniał kolory,bez jakiś zbędnych słów. A poza tym był gruby i ciepły w razie potrzeby. Pomalowałam usta na czarno,wsadziłam do butów po jednym sztylecie i nożu do rzucania. To miała byś szybka i cicha akcja ratunkowa dla Księżniczki Katheriny McGracham,tak dobrze widzicie. Moja przyjaciółka była pół elfką,córką Oberona,a jako,że jestem rycerzem pod rozkazami Oberona,jadę ją uratować. Znalazła się jakimś pechowym trafem w Zimowym Dworze u królowej Mab. Chętnie zrobiłabym wielką zadymę w biały dzień,ale nie mogłam atakować całego dworu,bo wybuchłaby wojna. Dwory i ich głupie zasady. Miałam się wkraść sama pod osłoną nocy. Z kąt wytrzasnęłam strój bojowy Kotołaków? Odwiedziłam swoją skrytkę razem z Koleżką i wzięliśmy trochę moich ciuchów i dużo żarcia dla Katie,jako półczłowiek nie mogła jeść elfiego jedzenia. Ja mogłam i było przepyszne. Wyszłam na korytarz,po czym wyszłam na dziedziniec. Wsiadłam na białego konia,złapałam jedną ręką jego uzdy,a drugą drugiego dla Katie. Spięłam łydki i ruszyłam galopem.
Jakieś pięć godzin później byłam w jednym z wielu korytarzy na Zimowym Dworze. Wszyscy spali,więc mogłam bez przeszkód szukać przyjaciółki. Oczywiście byłam ostrożna i szłam bezszelestnie. Nie miałam planu co zrobię jak już się tu znajdę. Miałam otwierać wszystkie drzwi do komnat? Wołać jej nie mogłam,bo bym wszystkich obudziła. A chodzenie w ciemno po korytarzach jakoś nie wydawało mi się szczególnie przyjemne. Dwór był cały z przyciemnionego lodu,jak w Narnii pałac złej wiedźmy. Chociaż powiem,że pałac był identyczny jak w Narnii. Wielki,z mnóstwem ciemnych korytarzy i cholernie piękny na swój upiorny sposób. Wlazłam na trzecie piętro za zapachem Katie i dotarłam do końca ciemnego i upiornego korytarza. Zlewałam się z otoczeniem i nie było mnie
prawie widać. Czułam dużo zapachu Katie za drzwiami do komnaty i jej obecność w niej,ale czułam też zapach opoldy. Pachniała wszystkimi zwierzętami. Opoldy mogą przybierać postać dowolnego zwierzęcia,ale są mniejsze,niż normalne zwierzęta. Jeśliby mnie zaatakowała,nie miała szans przeżyć. Na szczęście nikogo nie było teraz u mojej przyjaciółki,która spała. Otworzyłam drzwi bez najmniejszego dźwięku i weszłam do jej komnaty. Szafa,wielkie łóżko,komoda i drzwi do łazienki.
Podeszłam do łóżka,w którym słodko spała blondynka,zakryłam jej usta dłonią i delikatnie szturchnęłam. Otworzyła szeroko oczy i zaczęła wierzgać jak szalona.
-To ja!-syknęłam cicho i puściłam ją.
Usiadła na łóżku i z otwartą buzią zaczęła się na mnie gapić,nie dowierzając. Bardzo ładnie jej zasalutowałam z szerokim uśmiechem na ustach.
-Jak Ty się tu dostałaś?-zapytała całkowicie rozbudzona.
To w niej uwielbiałam. Nie zadawała jakiś głupich pytań,nie marudziła kiedy się ją budziło w środku nocy.
-Drzwiami-odpowiedziałam,wskazując na drzwi do jej komnaty-Rusz dupę księżniczko i się ubieraj. Całej nocy nie mamy. A tak przy okazji to jestem teraz rycerzem Oberona-dodałam.
-Czemu Cię prawie nie widzę?-zapytała,ubierając się.
-Bo mam na sobie strój bojowy mojej rasy-odpowiedziałam.
-To wyjaśnia dlaczego jeszcze nikt Cię nie zauważył-Czekaj! Powiedziałaś rycerzem? W dodatku Oberona? Jeju! Musiało się sporo dziać,że zabawiasz się w rycerza! Jak tam zgrywanie potulnej?-zapytała z uśmiechem.
-Nie zgrywam potulnej!-odparowałam-Znalazłam cząstkę siebie,która nie jest buntowniczką. Uwielbiam rozkazy-dodałam,próbując ukryć uśmiech.
-A ja jestem Śpiącą Królewną-mruknęła.
-Rozkazy wcale nie są takie złe-odparowałam.
-Od kiedy to jesteś opanowaną,a w dodatku nie buntowniczką,która robi wszystkim na przekór?-zapytała.
-Od kiedy znalazłam się w tej wrednej krainie-odpowiedziałam ledwie słyszalnie i wyjrzałam na korytarz.
Był taki sam jak na początku. Nie pachniał niczym nowym,więc nikt tędy nie przechodził.
-Czysto-stwierdziłam-Chodź za mną i nie hałasuj-nakazałam jej i wyszłam na korytarz.
Szła za mną najciszej jak potrafiła. Kierowałam się własnym zapachem. Szłyśmy tą samą drogą,którą tu przyszłam. Poszło naprawdę fantastycznie. Nikt nas nie zauważył,nikt nie włączył alarmu,ani nic takiego. Poszło podejrzanie prosto. Za prosto,jak dla mnie. Odwróciłam się do Katie ze zmarszczonymi brwiami.
-Za prosto nam poszło-szepnęłam do niej.
-Wątpisz w swoje umiejętności?-zapytała cicho.
-W tym świecie? Owszem-odpowiedziałam,równie cicho jak ona.
Odwróciłam się i pchnęłam drzwi.. Złapałam Katie za łokieć i ruszyłyśmy biegiem przed siebie. Byliśmy już dwa kilometry przed Losoborem,kiedy wyczułam dziwną moc. Jakby ktoś zamrażał coś.
-Nie odwracaj się,tylko biegnij!-nakazałam przyjaciółce.
-Co to?-zapytała zasapana.
-Ktoś zamraża ziemię za nami. Jeśli nas wyprzedzi to będzie lodowisko-odpowiedziałam.
Katie już nie zadawała pytań,a ja jej nie powiedziałam nic więcej. Taką moc mają tylko dzieci władców. Jeśli byłaby to Mab,już dawno miałybyśmy lodowisko. A ponieważ Mab ma samych silnych synów, więc to któryś z nich. Ciekawe czemu nas nie atakuje. Pewnie boi się,że zrani Katie. Blondynka poślizgnęła się i rozpłaszczyła się na lodzie. Nie miałam problemów z zatrzymaniem równowagi. Pomogłam jej wstać,a ona przyjrzała się mojemu ubraniu. Stało się takie samo jak lód. Uwielbiam ten strój! Pomogłam wstać przyjaciółce i ciągnęłam ją po lodzie.
-Czemu się z nim nie zmierzysz?-zapytała cicho.
Położyłam uszy po sobie i spojrzałam na nią spode łba.
-Nie mogę walczyć jeśli to bezpośrednio nie zagraża naszemu życiu-odpowiedziałam,a właściwie wywarczałam.
-On nie zagraża naszemu życiu?-zapytała,wskazując za siebie.
-A widzisz,żeby celował do nas z łuku,czy rzucał się z mieczem w dłoni?-odparowałam,ostrzej niż zamierzałam.
Dotarłyśmy wreszcie do koni,więc podsadziłam blondynkę na białego konia z czarną grzywą i sama wskoczyłam na swojego konia. Spięłam łydki i oba konie ruszyły galopem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz