Kiedy dzwoni dzwonek do drzwi,idę otworzyć. Otwieram drzwi i widzę mężczyznę w koszuli i czarnych spodniach od garnituru. Jest spokojny i patrzy na mnie ciepło. Jest byłym wojskowym,rozpoznaję to po jego chudej sylwetce i jasnych,krótko ostrzyżonych włosach.
-Dzień dobry-witam go-O co chodzi?-pytam uprzejmie.
-Panna Rain?-odpowiada uśmiechem.
Jestem zaskoczona i zdezorientowana,ale ukrywam to pod maską spokoju.
-Tak-potwierdzam.
-Mam pani to przekazać-oznajmia i podaje mi czarne pudełko.
Już nie kryję zdziwienia.
-Dlaczego?-pytam,ale on wzrusza ramionami,że nie wie.
-Od kogo?-nie odpuszczam.
-Od pana Christiana Grey'a-odpowiada.
Przez pięć sekund przeszukuję pamięć,ale nie kojarzę imienia i nazwiska.
-Nie znam nikogo takiego-oznajmuję,uparcie nie biorąc pudełka.
Nie lubię niespodzianek ani prezentów. A już zwłaszcza od nieznajomych.
-Pan Grey chce z panią porozmawiać-mówi w końcu blondyn.
Siłą woli mu nie odpyskowałam czegoś naprawdę mądrego w stylu "A on wie co to znaczy spotkanie?".
-No to niech sam przyjdzie-odpowiadam.
-Pan Grey wyjechał na pilne spotkanie i nie może osobiście przyjść-cierpliwie tłumaczy.
Naprawdę jest cierpliwy.
-Nie mogę przyjąć tego czegoś,cokolwiek to jest-oznajmiam.
-To telefon-odpowiada mężczyzna.
-W takim razie nie mogę przyjąć telefonu-warczę.
Nie jestem cierpliwa. Mówię "nie" to znaczy "nie".
-Ana? Wszystko w porządku?-pyta Karie,pojawiając się koło mnie znikąd.
-Tak,w porządku-odpowiadam.
Działa na mnie uspokajająco. Nie chcę ją denerwować,ani niepokoić,więc mięknę. Biorę od mężczyzny czarną paczkę,a on oddycha z ulgą.
-Mam coś podpisać?-pytam go.
-Nie. To wszystko-odpowiada z uśmiechem-Życzę panią miłego dnia-dodaje i idzie do auta zaprakowanego przy chodniku.
Katie się śmieje,wchodząc do kuchni,a ja idę za nią,z paczką na wyciągniętej dłoni. Ja również się śmieję jak wariatka. Kładę paczkę na stół i wyciągam z szafki łyżkę.
-Będziesz otwierać paczkę łyżką?-pyta przyjaciółka.
-Nie-zaprzeczam.
Z górnej szafki wyciągam słoik masła orzechowego i otwieram go,wkładając do środka łyżkę po czym siadam na stołku barowym,przy marmurowym,wysokim i czarnym barze kuchennym. Karie siedzi naprzeciwko mnie,obserwując moje ruchy i śmiejąc się. Zjadam dwie łyżki masła orzechowego,zapamiętując jak smakuje. Kto wie co może się kryć w tym opakowaniu? Opanowuję się i bardzo ostrożnie otwieram czarne pudełko. Na gąbkach znajduje się czarny BleckBerry ten najnowszy. Katie śmieje się głośno i radośnie,z mojej miny. Hmm...spodziewałam się jakiejś małej bomby czy czegoś w tym rodzaju. Włączam czarny,duży telefon i kładę go na blacie,a pudełko chowam do szafki,najbliżej mnie.
-Przyjęłaś od obcego faceta prezent,a ja muszę Cię namawiać,żebyś wzięła coś ode mnie-wzdycha.
-Właśnie byłam w trakcie kłótni z tym facetem,kiedy się pojawiłaś-bronię się-Nie chciałam Cię denerwować,więc wzięłam paczkę,dość niechętnie-dodaję i zapycham sobie usta masłem orzechowym.
-W takim razie masz brać ode mnie prezenty bez narzekania-oznajmia Katie.
Kiwam głową,a ona wstaje i zaczyna robić coś do jedzenia. Chwilę później dzwoni czarny BlackBerry i wyświetla się nazwa "Christian". Mam w ustach masło orzechowe i nie za bardzo mogę mówić właśnie w tej chwili. Katie podaje mi szklankę mleka,więc szybko ją wypijam i odbieram. Teraz mogę mówić.
-Słucham?-pytam chłodno i uprzejmie.
-Słyszałem,że miałaś opory przed wzięciem telefonu-mówi męski głos,prawdopodobnie Christian Grey.
Wstaję i wychodzę z kuchni.
-Nie lubię dostawać prezentów,szczególnie od nieznajomych-odpowiadam,siadając na szczycie schodów.
-Widziałaś mnie,wczoraj w nocy-oznajmia.
Marszczę brwi.
-Jesteś tym brunetem o szarych oczach?-pytam,totalnie zdziwiona.
-Dokładnie-potwierdza.
Zagryzam wargę,by powstrzymać moje mądre słowa.
-Dlaczego po prostu nie podszedłeś i się nie przedstawiłeś?-pytam z czystej ciekawości.
-Nie przepadam za takimi miejscami i nie chciałem,żebyś pomyślała,że chcę Cię przelecieć-odpowiada,a ja się śmieję.
-To dlaczego przyszedłeś do klubu?-pytam,kiedy przestaję się z niego śmiać.
-Przyjechałem po brata-odpowiada.
-Rozumiem-mówię-Wiesz kim jestem?-pytam go.
-Anastasią Rain-odpowiada z dezorientacją.
-Nie o to mi chodzi-oznajmiam.
-Tak,ale nie obchodzi mnie to-mówi.
-Dlaczego w ogóle dzwonisz?-pytam go.
-Bo mi się spodobałaś-odpowiada.
Marszczę brwi,zdziwiona.
-Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?-pytam cicho.
-Z pewnego źródła-odpowiada wymijająco.
-Jakiego źródła?-pytam,marszcząc brwi.
Wynajął kogoś,żeby mnie namierzył? To się robi naprawdę dziwne,a wiem coś o tym.
-Cóż,moja droga,nie muszę Ci się tłumaczyć-mówi chłodno.
-To po co dzwonisz?-pytam rozbawiona.
-Bo chcę się z Tobą umówić-odpowiada,a ja się śmieję.
-Zaufanie. Na tym polega związek-oznajmiam mu i się rozłączam.
Wyciszam
telefon i wkładam go do tylnej kieszeni spodenek. Wstaję i wracam do
kuchni. Katie nakłada jedzenie na talerze i siada naprzeciwko mnie. Jemy
w milczeniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz