sobota, 21 marca 2015

Rozdział 12. Boisz się,że przegrasz w pojedynku ze mną?

      Dwa dni po tym jak zabili młodego olbrzyma,wylądowaliśmy w Tokio. Oberon wysłał nas na wakacje,a właściwie tylko Katie,ja i Will mieliśmy ją pilnować. Tak więc spakowaliśmy się i trochę broni,i przeszliśmy przez drzwi,do Tokio,a właściwie do przedpokoju dwupiętrowego domu. Moja siostra była u naszej mamy i tam kontynuowała naukę o swojej mocy i walce. Poukrywaliśmy broń w całym domu tak na wszelki wypadek. Zajęłam duży pokój w ciemnozielonym kolorze. Podłoga była czarna i podgrzewana,jak wszystkie podłogi. Meble były z jasnego drewna,co dodawało ciepła temu pokojowi. Mój miecz położyłam na komodzie,przy łóżku,cienki,długi sztylet schowałam pod poduszką. W łazience schowałam dwa sztylety i pistolet. Położyliśmy się spać,bo była noc i padaliśmy ze zmęczenia. Przebrałam się w czarą koszulę nocną i różowe spodenki. Zasnęłam od razu po położeniu się na łóżku.
       Obudziłam się w środku nocy. Czułam,że nie jestem sama. Błyskawicznie usiadłam z wyciągniętym sztyletem na łóżku i rozejrzałam się uważnie. Nie musiałam nawet się wysilać by zobaczyć czarodzieja. Skąd wiedziałam,że jest czarodziejem? Unosił się kilka centymetrów nad ziemią,a powietrze wokół niego było przepełnione mocą,a wokół niego unosiły się wodne lilie o jasno różowych płatkach. Miał czarne włosy z fioletowym połyskiem i szare oczy. Ubrany był naprawdę dziwnie. Biała koszula rozpięta pod szyją,czarny krawat był naprawdę poluzowany,czarne spodnie,czarne do kolan buty i czarna marynarka wojskowa(wiecie taka jaką noszą ważni oficerowie). Rozglądał się po pokoju z ciekawością. Zakładałam,że przed sekundą przybył. Uśmiechał się lekko,w ręce miał okrągły,czarny przedmiot,bardzo ostry. Coś na kształt gwiazdki ninja,tyle,że lepszej. W sekundę go zlustrowałam. Wyskoczyłam z łóżka,rzucając w niego sztyletem. W dwóch susach dopadłam komody i wyciągnęłam miecz z pochwy. Magia na niewiele mu się zdawała,bo byłam na nią odporna. W całym pokoju czułam słodkawy zapach lilii wodnych. To pewnie jego znak rozpoznawczy,czy coś. Nie zastanawiałam się nad tym. Problem był w tym,że miał dar telekinezy,za pomocą swojej woli poruszał przedmioty, sterował nimi. Skąd wiedziałam? Zorientowałam się po swoim sztylecie. Zdążyłam go odbić mieczem,tak mocno,że wbił się po rękojeść w ścianę. Od wieczora nie schowałam ogona,było mi wygodniej jeśli był wolny,więc teraz drgał za moimi nogami. Czarodziej usiadł sobie wygodnie na czarnym biurku i obserwował mnie z zaciekawieniem. Uchyliłam się przed lampką nocną,która roztrzaskała się o ścianę za mną. Byłam zła.
-Boisz się,że przegrasz w pojedynku ze mną?-zapytałam go,chcąc go sprowokować.
Uśmiechnął się łobuziarsko i poduszka z szybką prędkością poleciała w kierunku mojej twarzy,więc rozcięłam ją na pół mieczem,przez co puch poleciał na wszystkie strony.
-Nie zniżam się do poziomu walczenia z dziewczyną-odpowiedział z błyskiem w oku-Zmęczę Cię,a potem uśpię i zabiorę ze sobą-dodał.
-Myślisz,że Ci się uda?-prychnęłam.
-Sądząc po Twoim szybkim oddechu? Tak,uda mi się-odpowiedział.
Miałam ochotę zaśmiać się,ale mój umysł spowiła delikatna mgiełka. Oddech miałam płytki,ale nie urywany. Oznaczało to,że wdycham słodką woń lilii wodnych. Zapewne to ich woń miała mnie uśpić. Niestety działała też męcząco. Moje ruchy stawały się wolniejsze i bardziej wyczerpujące. Moje ciało starało się wyrzucić woń lilii z mojego ciała. Była jak toksyna,więc moja moc i ciało starało mi się pomóc,pozbywając się jej z organizmu. Sama się zabijałam tak to też można nazwać. Mgła była coraz gęstniejsza i wygrywała. Byłam zmęczona do tego stopnia,że chwiałam się na nogach. Miecz wypadł mi z dłoni,wszystko się rozmazywało,a umysł mi nie pomagał. Czarodziej wykorzystał swoją szansę i przyszpilił mnie do ściany. Patrzył na mnie z podziwem i czymś jeszcze,mrocznym i obiecującym. Był wyższy ode mnie o pół głowy,więc musiałam odchylić lekko głowę by patrzeć mu w oczy. Ręce miałam po obu stronach głowy,trzymane przez niego. Był silny.
-Nie wiedziałem,że panujesz nad ogniem-mruknął.
Byłam blisko granicy stracenia przytomności i chętnie przyjęłabym pomoc.
-Czego chcesz?-warknęłam wkurzona.
-Ciebie-odpowiedział,pochylając głowę w moją stronę.
Chciał mnie pocałować i chciał mnie. Zdawałam sobie sprawę z tego jaka jestem i nigdy nie miałam kompleksów.
-Nie chodzę z wrogami-powiedziałam.
-Nie jestem Twoim wrogiem-zaprzeczył-Zamierzam zostać Twoim mężem i nie spocznę dopóki nim nie zostanę,przysięgam-szepnął mi do ucha.
Miałam ochotę przywalić mu w twarz,zetrzeć z powierzchni ziemi,ale byłam za słaba. Ledwie stałam na nogach,o walce mogłam pomarzyć. Wzdrygnęłam się.
-Pomarzyć możesz-warknęłam wściekła.
I wtedy stanęłam w płomieniach. Czarodziej odskoczył ode mnie błyskawicznie,z jękiem. Nie parzyły mnie szaro-niebiesko-żółte płomienie. Raczej męczyły. Czarodziej zniknął,a po nim została tylko lilia wodna. Runęłam na podłogę,ciężko oddychając.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz