Myślę,że mi odbiło. Poszłam z moją małą siostrzyczką,którą poznałam kilka godzin temu i chłopakiem,którego wogóle nie znałam do jakiejś krainy w szafie mamy. Katherina została porwana przez jakieś mityczne stfory z jakiejś głupiej książki. Kłopoty zaczęły się dopiero w nocy. Moja ośmioletnia siostrzyczka zasnęła na moich rękach. Miała białe włosy,kilka centymetrów za ramionka,czerwone,duże oczy i uszy identyczne jak moje. Ogony też miałyśmy takie same. Była mi zaledwie do bioder. Kilka minut temu zażyłam kąpieli w stawie kapii czy jak to się nazywa. Nigdy wcześniej nie wiedziałam,że jakiś koń może być przerażący,teraz już wiem. Podczas zażywania kąpieli,na którą nie byłam przygotowana,dołączył do mnie właściciel stawu i o mało mnie nie zżarł. Widziałam tylko jego łeb i szyję. To był biały łeb konia o pustym i nienawistnym spojrzeniu. W dodatku miał szpiczaste i ostre zęby. Nigdy więcej się nie zbliżę do żadnego stawu. Udało mi się wyleź z tego przerażającego stawu. A wszystko przez jakiegoś złośliwego skrzata,który przybrał postać Katie. Byłam rozzłoszczona i tylko Meghan mnie uspokajała. Obejmowała mnie swoimi małymi rączkami
za szyję i słodko miałczała. Szłam koło Puka,elfa. Miał rude włosy i zielone oczy. Byłam z nim równa,oczywiście bez moich uszu. A potem usłyszałam mrożące krew w żyłach wycie. Sześć psów było daleko w tyle,za nami i biegło naszym tropem.
-Mroczny Łów-szepnął do mnie,jakbym rozumiała o co chodzi.
Nie spodobało mi się słowo "łów". Jakbyście jeszcze nie wiedzieli mimo,że jestem Kotołakiem,psy mnie nienawidzą. I wzajemnie,ale kiedy znajdują się blisko nas,Kotołaków całkowicie szaleją z wściekłości i nienawiści. Jedyna dobra wiadomośś była taka,że księżyc był w pełni,a mnie rozsadzała energia. Mała obudziła się,kiedy psy myśliwskie zawyły po raz kolejny. Dziwne było to,że słyszałam tylko jednego konia z jeźdźcem. A gdzie inni?
-Mroczny Książę Ash,na nas poluje-oznajmił Puk,wyraźnie zaniepokojony.
Zdążył mi opowiedzieć co nie co o swoim świecie. Dzikie potwory,elfy,satyrowie,centaury,ogry,trolle i wiele innych,żyło w tym świecie. Świecie NigdyNigdy. Dziwna nazwa,wiem.
-Psy są moje-oznajmiłam z drapieżnym uśmiechem.
-Ash jest najlepszym myśliwym na tym świecie-powiedział ponuro elf.
-Nie ma lepszych łowców od Kotołaków-odparowałam,stawiając Meghan na ziemi-Niedaleko jest małe jezioro. Przepłyńcie na drugą stronę i wdrapcie się na jakieś duże drzewo-nakazałam,patrząc w czerwone oczy mojej młodszej siostrzyczki.
Co z tego,że znałam ją tylko kilka godzin? Siostrzana miłość nie zna czegoś takiego jak czas. Kucnęłam,żeby nasz wzrok był na tym samym poziomie i uśmiechnęłam się do niej.
-Nie chce się z Tobą rozłączać-szepcze cicho,a w jej oczach widzę wzbierające łzy.
-Mała,a kto mówi,że się rozłączamy? Ja tylko spiorę dupsko złemu kretynowi,który chce nas zabić. Zrobię mu brzydkie siniaki i zlikwiduję te wredne psiska,które nas nie tolerują,a
potem Was dogonię i ruszymy dalej-oznajmuje małej.
Pociąga nosem i przytula mnie mocno. Otaczam ją ramioniami.
-Skop mu porządnie dupsko-prosi cicho.
-Dla Ciebie wszystko,mała-mruczę cicho.
Odsuwa się ode mnie i rusza biegiem za Pukiem. Tylko raz się ogląda,a ja mrugam do niej z uśmiechem. Kiedy znikają za zakrętem,przemieniam się w kota,większego niż w moim
świecie,zaczynam się turlać i ocierać o drzewa w pobliżu. Kiedy psy tu dotrą to oszaleją. Wskoczyłam na gałąź drzewa przy drodze i w cieniu liści przyczaiłam się na Asha. Psy pojawiły się pierwsze i tak jak podejrzewałam,zaczęły głośno ujadać i rzucać po krzakach z szaleństwem w oczach. Zaraz za nimi zobaczyłam czarnowłosego,przystojnego elfa. Napięłam wszystkie mięśnie i skoczyłam na niego,kiedy tylko znalazł się naprzeciwko mnie. W powietrzu przemieniłam się w swoją ludzką postać. Siła i mój ciężar sprawiły,że zleciał z konia. Zabolało zderzenie się z nim,ale był tak oszołomiony nagłym atakiem,że wleciał do rowu przy wydreptanej drodze,koń przerażony stanął dęba,zgniatając jednego psa myśliwskiego i pogalopował z powrotem tam skąd przybył,ale bez jeźdźca. Kiedy tylko wylądowałam na trawie i zatrzymałam się. Błyskawicznie wstałam bez żadnego obrażenia i przemieniłam się w dużego kota,prawie dorównywałam myśliwskim psom wzrostu. Z głośnym sykiem rzuciłam się na najbliższego psa i skręciłam mu zęby. Dwa z głowy,zostało cztery. Byłam od nich szybsza i zwinniejsza. Mój koci zapach sprowadzał psy na skraj szaleństwa,przez co szybko i łatwo pokonałam pozostałe trzy psy. Czwarty okazał się trochę bardziej opanowany. Rany goiły się błyskawicznie i już
po chwili byłam równie szybka,zwinna i pełna energii jak na początku. Pies trzymał się na dystans i odskakiwał ode mnie kiedy go atakowałam. Mogę nie skupiać się na jednej rzeczy w tym samym
czasie,tylko na wielu,ale ktoś kto nie spotkał nikogo takiego jak ja nie wiedział o tym. Elf nie wiedział,że wiedziałam,że celował do mnie z łuku swoją jedyną strzałą. Czekał na właściwy moment,by wystrzelić. Wahał się czy od razu mnie zabić,czy mocno zranić i wziąć w niewolę,do klatki. Kiedy się zdecydował,zatrzymałam się na chwilę,udając zainteresowanie psem. Czekałam,aż wystrzeli swoją
jedyną strzałę,bym mogła mu nakopać do dupy. Wypuścił strzałę,która miała mnie ugodzić w serce,ale jedyne co zrobiła to zadrasnęła mnie w brzuch,jak stanęłam na tylnych łapach. Przez moje ciało,
przeleciała fala zimna,a wodół rany,na sierści miałam szron. Więc władał jakąś mocą lodu? Tego nie wspomniał Puk. Pies rzucił się na mnie,ale odsłonił swoją szyję,więc przemieniłam się i z całej siły
kopnęłam go w odsłonięte miejsce. Chrupnęło,a bezwładne ciało poleciało w krzaki. Wstałam i odwróciłam się do elfa. Zanim zdążył zareagować,czy otrząsnąć się z szoku,z całej ciły kopnęłam go w
brzuch,tak że poleciał do tyłu,zamglony bólem i jeszcze większym szokiem. Podeszłam do niego leniwie.
-To ja jestem najlepszym łowcą-oznajmiłam mu cicho-Nie trop nas,nie idź za nami,bo nie będę mieć litości. To jedyne ostrzeżenie jakie dostaniesz-dodaję i nokałtuję go.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz