-Kagome!-krzyknął przerażony chłopczyk.
Bał się o mnie? Poczułam ciepło na sercu,ale zaraz je przegoniłam. Jak się nie skupie na potworze to mogę zginąć. Potwór przeniósł wzrok ze mnie na chłopczyka i warknął gardłowo. Błyskawicznie wykorzystałam okazję. W dwóch susach pokonałam odległość dzielącą mnie od jego stopy i cięłam sztyletami. Od razu odskoczyłam od niego na bezpieczną odległość.
-To ja jestem Twoim przeciwnikiem,kreaturo!-warknęłam.
Potwór na nowo skupił wzrok na mnie i zamachnął się w odpowiedzi łapą. Odskoczyłam,obnażając kły i sycząc na niego jak kot. Był za wielki,żeby zrobiły mu coś moje sztylety,więc czas na drugą rundę. Odwróciłam głowę w stronę Masutaro i małego chłopca-nie zdziwiło mnie to,że Kouga zwiał.
-Potrzebuję więcej miejsca na wszelki wypadek! Właźcie na odpowiednio dalekie drzewo!-krzyknęłam do nich,uchylając się przed łapą ze szponami.
Mój mistrz wiedział o co mi chodziło,ale niechętnie to uczynił.
-Chodź,Jun-nakazał mu białowłosy i razem odbiegli w las.
Odwróciłam głowę z powrotem do potwora. Wsadziłam na miejsce sztylet z prawej ręki,skupiając się na swoim zadaniu. Uniosłam prawą rękę tak,jakbym chciała czymś rzucić w potwora. Przywołałam swoją magię ognia,bo dzięki niej mogłam w jakimś stopniu władać ogniem. Magia ognia była nasionkiem,a ogień kwiatem,który z niego wyrasta. Jeśli ktoś posiadał magię ognia,jak ja,to mógł go kształtować według własnej woli. Mogłam zrobić z ogniem co tylko chciałam,ale do pewnego stopnia,ponieważ jeszcze nie osiągnęłam jeszcze pełnego wieku. Pełny wiek jest wtedy,gdy ma się ukończone pięćdziesiąt lat w swoim pierwszym stuleciu. Im będę starsza duchem,tym łatwiej będzie mi przychodzić panowanie nad ogniem. Podczas walki miałam większe trudności z panowaniem nad ogniem. Poczułam ciepło wypełniające mnie od środka i wiedziałam,że przywołałam magię ognia. Wyczuwałam w promieniu mili kilka ognisk,to było coś co przychodziło mi naturalnie,jeśli przywoływałam magię ognia. Nakazałam mojemu ogniu zmienić się w kulę ognia na mojej ręce. Poczułam jak energia ze mnie uchodzi,kiedy ogień po niecałej minucie postanowił wreszcie spełnić mój rozkaz. Wycelowałam i rzuciłam kulą ognia wielkości dużej piłki lekarskiej. Moja kula ognia trafiła potwora prosto w serce,przez co ryknął z bólu. Mój ogień sam się rozprzestrzeniał po jego ciele,ale Youkai nic sobie z tego nie robił. Raczej zrobił się trochę bardziej brutalny i wścieklejszy,a przez trochę mam na myśli,że dostał totalnej wścieklizny. Nie miałam na tyle siły,by mu zwiać,więc musiałam robić uniki przed jego łapami i pyskiem. Oczywiście jego łapy nie wyglądały tak jak przedtem,bo broniłam się przed pazurami i kłami jak tylko mogłam. Kłopot zaczął się jak byłam na tyle zmęczona,że nie miałam siły na uniki i atakowanie. Miałam płytki oddech i nie miałam sił walczyć z potworem. Problem pojawił się jak potwór złapał mnie w swoją prawą łapę i zaczął zgniatać.
-Kagome! Przesuń się z łaski swojej!!-krzyknął Inuyasha.
Wzniosłam oczy ku niebu. Jego głupota przewyższała jego samego. Jak ja niby miałam się ruszyć?
******~~~~******
Popatrzyłam ponuro na Masataro. Zgodził się bronić i pilnować zamek tylko dlatego,że miał mały dług u władcy. W porządku,rozumiem. Miał dług u władcy i spłacał do właśnie w tej chwili,no ale żeby mnie,Mitsuo-sama i Inuyasha'e[wybaczcie ale za cholerę nie wiem jak się to imię odmienia] w to wplątywać?
-Sprawdź co u Houshi-sama-nakazał mi Kotołak po niespełna dwóch minutach.
-Jak już skończę szkolenie u Ciebie to nie zamierzam Cię słuchać-oznajmiłam mu na pożegnanie.
Odwróciłam się i zeskoczyłam z muru na piach. Jesteśmy na terenie górskim. Zamek leży w połowie drogi na jakąś górę,której nazwy nie potrafię wymówić i nic nie robimy. Jun zaczął swój opóźniony trening na wojownika w wiosce obok studni,którą strzeżemy. Jak na razie chyba nieźle nam idzie,zważywszy,że jesteśmy od niej oddaleni pięcioma dniami drogi. W naszym czasie byliśmy sześć dni temu. Wzięliśmy ubrania-a przynajmniej ja-na zmianę,jedzenie-ten czas coś podejrzanie dziwnie odżywia się praktycznie jakimiś warzywami,tylko od czasu do czasu jedzą mięso czy ryby-,no i ja jeszcze zabrałam więcej broni. Aktualnie jestem ubrana w czarne getry,niebieski podkoszulek i trapery. Mam przyjmowacze ciosów na rękach(od nadgarstka do łokci metalowe opaski),noże do rzucania przypięte na udach,po dwa wąskie sztylety do zadawania ostatnich ciosów w butach i pas z moimi dwoma sztyletami do walczenia i batem. Mam więcej broni,niż wojownicy władcy tego cholernego zamku. Wszyscy,których mijam patrzą na mnie z podziwem,dystansem,albo po prostu gniewem. Bo niby po co im kobieta z bronią? Nie jestem zwykła o czym świadczą moje uszy i ogon oraz kły. Kilku nawet oskarżyło mnie o bycie Youkai. Bez trudu wskakuję na mur,na którym stoi Mitsuo. Jest Mnichem o czym świadczy jego dziwne ubranie podejrzanie pasujące do określenia jako sukienka. Ma szatę czarno-niebieską i laskę z takim dużym kołem z jednej strony,a na tym zawieszone kilka innych,które irytująco pobrzękują przy każdym jego ruchu. Przyjaciel mojego mistrza jest czarnowłosym chłopakiem około dwudziestu-pięciu lat. Jest wyższy ode mnie o pół głowy i ma zielone oczy,co tu,nie często się zdarza. Oprócz tego jest zboczony. Przyłączył się do nas po trzech dniach naszej wędrówki do tego zamku. Ogólnie zamek wyglądał jak każdy inny zamek w tym czasie. Mur miał zrobiony z drewna i był on prostokątem otaczającym kwadratowy zamek z drewna,gipsu i specjalnego papieru kolorowego. Papier był stosowany do rozsuwanych drzwi. Na moje oko cały zamek by spłonął jakbym zapaliła ognisko w nieodpowiednim miejscu. Kiedy tylko tu przyszliśmy przyjęto nas bardzo dobrze,jednakże sam pan zamku był jakiś dziwny i zerkał na mnie co jakiś czas. Naprawdę jest jakiś dziwny,podobnie jak cały zamek. Nie ma tu ani jednej kobiety ani dziecka. Podejrzana sprawa,ale nie mogę węszyć dopóki nie znajdę jakiegoś porządnego argumentu. A jak na razie nie znalazłam porządnej,więc nie zaczynam swojego śledztwa. Wskoczyłam bez większych problemów na mur,jakiś metr od Mitsuo-sama.
-Zauważyłeś coś?-zapytałam,odwracając się do niego przodem.
Jeszcze nie przywykł do tego,że chodzę tak cicho,że ludzkie ucho tego nie ma prawa uchwycić,dlatego drgnął nieznacznie,a jego oddech przyśpieszył.
-Nie strasz mnie!-poprosił,przykładając sobie rękę do serca-Nic się nie dzieje. Wszystko jest nieruchome-odpowiedział na moje pytanie,widząc,że się nie odezwę.
-Pilnuj dalej-nakazuję,odwracając się-I nie bujaj w obłokach-dodaję,nie odwracając się.
Teraz idę sprawdzić co u Inuyashy(Inuyaszy[H zamieniamy na Z]). Jest na murze przyprostokątnym do tego,więc nie ma potrzeby zeskakiwania na ziemię. On przynajmniej słyszy,że idę ze względu na psie uszy i wyczulony psi węch. Dowiedziałam się od niego,że jest Psim Pół Demonem i ma siostrę sukę. Poza tym jest dobrym wojownikiem i jakbyśmy się znaleźli po przeciwnych stronach trudno byłoby mi powiedzieć,które z nas by zginęło. Jest bardzo uparty,wredny,w szczególności agresywny i dumny,ale jak się przez to przebije co naprawdę jest dość trudne,to można odkryć wrażliwą i lepszą część niego. Jest Hanyou i przez to był lekceważony,przez ludzi i Youkai,przed tymi drugimi musiał się bronić i ukrywać,bo często chciały go zabić od małego. Jest odporny na wyzwiska i cięte komentarze ludzi,przez lata człowiek się przyzwyczaja. Raz w miesiącu się zmienia w człowieka,ale nie chciał mi zdradzić dokładniejszej daty. Myślę,że jeszcze w pełni mi nie ufa. Jest całkiem zabawny i świetnie się ze sobą dogadujemy.
-Jesteś teraz kotem na posyłki?-zapytał mnie,kiedy już stanęłam obok niego.
Uśmiechnęłam się,wychwytując żartobliwą nutę w jego głosie. Często ze mnie żartował.
-Pies jest zajęty,więc nie mam zbytniego wyboru-odpowiedziałam.
-U mnie też jest spokojnie-oznajmił z lekkim uśmiechem.
-Teraz już nie musisz się bać ani uciekać-wypaliłam zanim zdążyłam ugryźć się w język.
Odwrócił się do mnie totalnie zdziwiony i zszokowany.
-Co to miało znaczyć?-zapytał Inuyasha.
Nie tylko on był zdziwiony.
-Zapomnijmy o tym głupim zdaniu-mruknęłam lekko zawstydzona.
Od kiedy to ja gadam TAKIE rzeczy? Odbiło mi totalnie. Zamrugałam kilka razy,kręcąc głową. Muszę się ogarnąć. Odwróciłam się do niego plecami i już miałam zeskakiwać z muru,gdy złapał mnie za nadgarstek,powstrzymując moją natychmiastową ucieczkę.
-Jak zaczęłaś to dokończ-nakazał.
-To wszystko co miałam do powiedzenia. Po prostu chcę,żebyś mi zaufał-odpowiedziałam.
-Ufam Ci-oznajmił cicho.
Zmarszczyłam brwi,wyczuwając dziwny zapach. Ziemia z grobowca i zgnilizna mieszała się z tajemniczym zapachem jakichś kwiatów oraz metalicznym zapachem krwi.
-Jesteśmy obserwowani-oznajmiłam cicho.
Wyczułam ten dziwny zapach przed Inuyashą,bo miałam czulszy węch. Odwróciłam się w kierunku z jakiego pochodził zapach. Naprzeciwko zamku było wysokie wzgórze. I z tam tond obserwowali nas mężczyźni,a właściwie pięciu. Ten pośrodku był najbardziej przystojny i miał ogromny miecz,który był większy od jego właściciela. Zapewne to on był Bankotsu. Facet z jego lewej wygląda jak kobieta,więc to musi być Jenkotsu. Uwielbia przystojnych facetów,chodź on sam wcale nie jest taki brzydki. Jego ulubiona broń to jego wężowaty miecz(ma kilkanaście ostrzy złączonych ze sobą przez co sam miecz jest niebezpieczny dla przeciwnika). Suikotsu stoi po jego prawej. Jest mądry i może skąstruować broń oraz co mu tylko do głowy przyjdzie. Lubi armaty przenośne. Obok niego stoi Kyukotsu ma na rękach metalowe pazury,którymi walczy i jest w tym niezły. Obok Jenkotsu stoi Ginkotsu. Posługuje się swoim mieczem,ale walka wręcz to jego specjalność. Razem tworzą Shichinintai. Są silni i niebezpieczni,ale my też tacy jesteśmy. Jest nas tylko czwórka(Ja,Saburo,Inuyasha i Mnich),a to oznacza,że jednego z nich będziemy musieli zostawić wojownikom władcy tego zamku.
-Trzeba zawiadomić Strażnika Musutaro-stwierdził Inuyasha.
-Taa-mruknęłam,odwracając się i skacząc z muru.
Masutaro rozmawiał z władcą zamku przy drzwiach. Podeszłam do nich i całkowicie zignorowałam blondyna.
-Już są-oznajmiłam białowłosemu.
-Idź-odpowiedział nawet na mnie nie patrząc.
Odwróciłam się i ruszyłam z powrotem do Inuyashy. Patrzył ze zmarszczonymi brwiami i zmrużonymi oczami na mojego mistrza. Wskoczyłam na mur i zeskoczyłam na drugą stronę. Między pagórkiem,a zamkiem był las sosnowy. Pokonałam drogę z połowy góry na dół w pięciu minutach,skacząc po skałach. Wbiegłam do lasu i po trzech minutach wbiegałam już na duży pagórek. Ich zapach stawał się silniejszy i mogłam usłyszeć ich rozmowę.
-Ten czarnowłosy chłopak z psimi uszkami jest słodki-stwierdził Jenkotsu.
Tylko on mógł mówić takie rzeczy.
-Nic nas to nie obchodzi-warknął Bankotsu.
Więcej nie zdążyli powiedzieć,bo dotarłam na szczyt pagórka. Byli trochę zdziwieni jak się zatrzymałam przed nimi. Pewnie zastanawiali się jak dałam radę tu dotrzeć nie robiąc hałasu.
-Jak Ty...?-zaczął Suikotsu,ale przerwał mu Bankotsu.
-Ty zapewne jesteś Kagome-powiedział-Po co się tu skradałaś? Chcesz przejść na zwycięską stronę?-zapytał,lustrując mnie uważnie wzrokiem.
-Wcale się nie skradałam i nie zdradzę przyjaciół-odpowiedziałam-Mam wiadomość do przekazania i nie zamierzam się powtarzać,więc radziłabym słuchać uważnie-dodałam.
-Jesteś kotem-stwiardził Jenkotsu.
-Kotołaczką,kretynie-warknęłam,przewracając oczami-Masz jeszcze czas się wycofać i żyć. Jesteś pewien,że wiesz co robisz? Zastanów się czy będzie warto-powtórzyłam wiadomość.
-Kim Ty myślisz,że jestem?!-warknął Bankotsu.
Odwróciłam się i ruszyłam z powrotem. Wykonałam swoje zadanie. Usłyszałam przed sobą,w lesie ciężkie kroki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz