czwartek, 9 kwietnia 2015

Rozdział 16. Nigdy więcej nie ukrywaj przede mną ważnych faktów!

Wbiegłam do palącej się wioski,minutę po Saburo. Wyglądało na to,że wioska została zaatakowana przez potwory. Kilkunastu rannych i kilku zabitych.
-Zajmij się ogniem,Anastasio!!-nakazał mi mój mistrz.
To nie fair! Ja też chce walczyć! Tylko po to tu przybiegłam. Westchnęłam ciężko i skupiłam swoja uwagę na płonących domach. Zostaw je w spokoju. Zostaw! Ogień jest ciężko opanować. Normalne ognie są najbardziej zachłanne i je jest najgorzej opanować. Ten mnie w ogóle nie słuchał,dlatego musiałam go zmienić na mój. Podeszłam do palącego się budynku i włożyłam rękę w ogień. Żaden ogień mnie nie poparzył. W wiosce było strasznie gorąco. Zamknęłam oczy i skupiłam się na swoim oddechu. Po kilku sekundach wpadłam w trans. Wtedy łatwiej było mi przywołać mój ogień. Nie dało się go odróżnić od normalnego. Jedyną oznaką,że normalny ogień nie jest mój to to,że mój ogień ma w sobie szary kolor. Jest szaro-pomarańczowo-niebiesko-żółty. Zamień go. Zamień! Poczułam delikatne ściskanie w żołądku,a potem falę ciepła rozchodzącą się po całym ciele. Poczułam jak energia ze mnie uchodzi. Nieznośne gorąco stało się przyjemne. Nie czułam już oporu ze strony ognia. Mój ogień go zmienił na swój. Otworzyłam oczy i zobaczyłam,że ogień nadal się pali,ale zmienił kolory na moje i nic już nie niszczył. Wiem,że powinnam kazać ogniowi zniknąć,ale coś mnie powstrzymało. A właściwie ktoś. Koło mnie przeleciał Saburo. Był ranny i nie wyglądał na pełnego wigoru,raczej na zmęczonego. Odwróciłam się w lewą stronę i zobaczyłam wielką i obrzydliwą stonogę. Była chyba jakimś nieudanym eksperymentem naukowym,bo była olbrzymia. I gapiła się na mnie jak na apetyczne jedzenie. Znudzona i spokojna,odwzajemniałam jej spojrzenie.
-Jeśli jesteś na tyle odważna,żeby stanąć do walki ze mną to atakuj-powiedziałam do niej,bo była od brzucha w górę kobietą-Ale muszę Cię lojalnie ostrzec,że nie wyjdziesz z tego żywa-dodałam.
-Jesteś mała i słodka,ale zupełnie nie groźna!-syknęła.
Wkurzyło mnie to do tego stopnia,że byłam zdolna zabić ją własnymi rękami. Ja słodka?! Rozumiem,że mówi do mnie,że jestem mała,bo jest dużo większa ode mnie,no ale,żeby mówić mi,że jestem słodka? Wyciągnęłam swój miecz i zablokowałam dopływ mojej energii ogniu. Nadal się palił,ale nic nie niszczył i czekał,aż go użyję.
-Nigdy. Nie. Mów. Do. Mnie. Że. Jestem. Słodka!!-wrzasnęłam,biegnąc w jej stronę.
Zdziwiło ją to do tego stopnia,że po prostu stała i gapiła się na mnie. Napędzana wściekłością,skoczyłam w powietrze tuż przed nią. Zorientowała się,co jest grane jak już ją cięłam na pół. Połączyłam się z moim ogniem,co było dość łatwe. Spal ją. Spal! Ogień jak zwykle mnie posłuchał. Kiedy wylądowałam na nogach,mój ogień ruszył z wszystkich lekko spalonych domów co wyglądało naprawdę pięknie. Ogień sam się unosił i przemieszczał w stronę pół martwej stonogi-kobiety. Przyległ do niej jak druga skóra i zaczął ją palić. Potwór wrzasnął z bólu,ale jak szybko wrzasnęła,tak szybko ucichła. Z potwora nie zostało nic,oprócz popiołu. Dziękuję,a teraz znikaj. Znikaj! Ogień zniknął zupełnie,podobnie jak resztka mojej energii. Byłam wyczerpana i nie miałam już siły stać.
-Szlag!-mruknęłam pod nosem.
I runęłam jak długa do tyłu,zasypiając już w połowie drogi na spotkaniu z ziemią.
      Otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy. Przed oczami miałam drewniany sufit,na środku pokoju wesoło trzaskał ogień,gotując coś co nieźle pachniało. Byłam głodna i spragniona. A w dodatku,w dziwnym nastroju na oddawanie wrednych czynów. Usiadłam i wbiłam wzrok w Saburo. Miał na sobie czyste ciemnoniebieskie kimono,był czysty i pełen energii. Nawet się do mnie uśmiechnął. Ja miałam na sobie swoje kimono,które wczoraj nie ubrudziłam. Byłam czysta i moja siła wróciła do normy.
-Nareszcie się obudziłaś-powiedział.
-Też się nie ciesze,że Cię widzę,ale skoro już tu jesteś to mam dla Ciebie ważną radę-odpowiedziałam,wstając i podchodząc do niego.
Stanęłam obok niego,wzięłam zamach i zdzieliłam go w jego pustą łepetynę.
-Nigdy więcej nie ukrywaj przede mną ważnych faktów!-warknęłam,siadając po drugiej stronie ogniska.
Saburo zaczął masować sobie głowę w miejscu,w którym go uderzyłam,patrząc na mnie ponuro.
-Nie zamierzam-burknął.
-Wspaniale-mruknęłam,biorąc drewnianą miskę i nakładając sobie gulaszu z mięsem.
Pochłonęłam wszystko w dwie minuty i wzięłam dokładkę. Nie moja wina,że jak przeginam używanie ognia to później jem tak szybko i dużo. Kiedy już się najadłam i wypiłam dwa litry zimnej wody,wyszłam z domku na zewnątrz. Małe dzieci bawiły się w berka,kobiety i mężczyźni wykonywali swoją pracę,a starsze kobiety gotowały i rozmawiały o czymś ze sobą cicho. Mimo,że było spokojnie i radośnie,w powietrzu wisiało napięcie. Zmarszczyłam brwi. Czegoś nam nie mówią. Pytanie tylko czego? Westchnęłam cicho i zmieniłam się w czarnego kota z niebieskimi oczami. Moja kocia forma. Weszłam na dach domku,w którym spałam i rozejrzałam się po okolicy. Duża wioska z polem uprawnym i zwierzętami hodowlanymi. Z jednej strony otacza ją gęsty,a z drugiej nic. W oddali majaczyła inna wioska. Zeskoczyłam z domku i ruszyłam na skraj osady. Uważnie przyjrzałam się lasowi,ale nie wychodziłam z wioski,tak jak poprosił mnie Saburo. Coś mi tu nie grało. Ci ludzie byli za dziwni i jakoś podejrzanie cisi. Tylko dzieci beztrosko się bawili.
-Kotek!!-pisnęła jakaś dziewczynka.
Miała około pięciu lat. Brązowe włosy sięgały jej ramion i miała piwne oczy. Była mała i krucha. Odskoczyłam od jej małych rączek. Zmieniłam się w swoją ludzką postać.
-Nie jestem "kotkiem" tylko Kotołczaką-oznajmiłam jej szorstko.
Przez chwilę patrzyła na mnie zdezorientowana,a potem odwróciła się i z głośnym płaczem pobiegła w głąb wioski. Ludzie są czasami głupi i bardzo głośni. Westchnęłam cicho i pokręciłam głowa z pogardą. Zmieniłam się. To pewnie przez ten czas i ten dziwny zapach. Nie potrafiłam nazwać tego zapachu,ale przez niego włoski na moim karku się jeżyły.
-Powinnaś być milsza dla tej dziewczynki-oznajmił Saburo z drzewa obok mnie.
Odwróciłam się do niego i pokazałam mu swoje kły,które już nie były takie jak u ludzi tylko jak u kota. Stały się bardziej ostrzejsze i większe. Kiedy się uśmiechałam,było je widać.
-Będę milsza jak będzie mi się chciało-warknęłam.
Uniósł ręce w obronnym geście i westchnął ciężko.
-A tak z innej beczki. Gdzie mój miecz?-zapytałam go.
Od razu spoważniał. Sięgnął do brzucha,gdzie miał sztylet,ale sądząc po jego wyrazie twarzy,nie było go tam.
-Dlaczego zabrali nam broń?-myślał na głos,marszcząc brwi.
-Żebyśmy się nie mogli bronić i walczyć,to jest pewne-stwierdziłam.
-Dlaczego tak sądzisz?-zapytał zaciekawiony.
-Po co nosisz broń jak nie do walczenia i bronienia siebie?-odpowiedziałam pytaniem.
Wzruszył ramionami.
-Czujesz ten dziwny zapach?-zapytałam go po chwili milczenia.
-Jaki zapach?-zapytał.
-Nie wiem,jeszcze nigdy nie zetknęłam się z takim zapachem. Jest ledwie wyczuwalny,ale go czuję. Miałam Ci wcześniej o tym powiedzieć,ale jakoś wyleciało mi z głowy-mruknęłam.
-Nie dziwię Ci się-westchnął Saburo.
-Myślę,że nie powinniśmy używać w tym czasie swoich prawdziwych imion-stwierdziłam
-Możesz się do mnie zwracać Masutaro-oznajmił Saburo.
Uniosłam w zdziwieniu brew,ale nie skomentowałam tego.
-W tym czasie jestem Kagome-powiedziałam.
Przez chwilę było cicho,naprawdę cicho.
-Ludzie zachowują się dziwnie cicho jak na siebie. Nie rozmawiają głośno,nie śmieją się i nie gawędzą wesoło przy pracy-oznajmiłam.
-Więc Ty również to zauważyłaś-mruknął.
-Jestem bardzo spostrzegawcza-powiedziałam.
-Dlatego jesteś zagrożeniem-warknął jakiś głos zza muru z uciętych sosen.
Podskoczyłam. Teraz ten dziwny zapach








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz