![]() |
| Wejście do Świątyni. |
-Wielki krok naprzód-stwierdził męski głos za mną.
![]() |
| Saburo Morimato. |
-Przepraszam,że przeszkadzam Ci w podejmowaniu decyzji-powiedział nieszczerze.
Naprawdę dziwne było to,że wiedziałam iż się nie polubimy. Nie znałam go,a już go nie znosiłam. Może to przez to,że widziałam w jego oczach złośliwe błyski i rozbawienie?
-Podjęłam już decyzję-odparowałam,odwracając się i ruszając do świątyni.
Miałam nadzieję,że on nie pójdzie za mną,ale nadzieja matką głupich. Prychnął i ruszył za mną. Trzymał się w bezpiecznej odległości. Miałam swój miecz przy pasie i paski z nożami do rzucania na udach. No i co z tego,że zaczęłam nowe życie? Broń z pewnością mi się przyda. Mam być uczennicą Kapłana chroniącego studni Znikających Kości. Wiem jak się nazywa mój "Mistrz". Saburo Morimato,ale nie opisali mi go. Pewnie będzie stary i bardzo mądry. Zatrzymałam się przed przesuwanymi drzwiami,nie bardzo wiedząc co mam zrobić. Zapukać,czy po prostu otworzyć i wejść? Na ratunek przyszedł mi starszy mężczyzna o brązowych oczach. Izaya Kinoato,czyli Kapłan Izaya. On miał na sobie srebrne kimono. Wiedziałam tylko tyle,że srebrny kolor,tutaj,oznacza,że jest tu szefem. Złączyłam obie dłonie,jak do modlitwy i pochyliłam głowę tak,że brodą dotykałam obojczyka.
-Anastasio,Saburo-Kapłan Izaya kiwnął nam głową.
Zamrugałam kilka razy,totalnie zdziwiona. Czyli to mój "mistrz"? Sądząc po jego uśmieszku,stwierdzam,że od początku o wszystkim wiedział. Od początku wiedział i nic mi nie powiedział. Jakoś się odegram.
******** Dwa Miesiące Później ********
Patrzyłam jak szaro-pomarańczowo-niebiesko-żółte płomienie palą długi patyk. Dwa miesiące ćwiczyłam panowanie nad swoim ogniem i umiałam kilka sztuczek. Kontrolowałam ogień do pewnego stopnia. Za kilka lat będę na tyle silna,by panować nad ogniem bez ograniczeń. Na razie musiałam się szkolić.
-Anastasia-warknął Saburo.
Przewróciłam oczami,zadowolona,że tego nie widzi i zgasiłam płomienie.
-Chodź!-syknął na mnie.
Przyzwyczaiłam się do jego nieznośnego zachowania. Wstałam,cała obolała od tak długiego siedzenia w bezruchu i ruszyłam za nim. Miałam na sobie pomarańczowe kimono. Pomarańczowe jak ogień. Nie rozumiem jak w tym czymś można walczyć. Przez pierwsze tygodnie miałam kłopoty z równowagą i dość często witałam się z podłogą. Później przyzwyczaiłam się do swojego kimona. Zaprzyjaźniłam się z kilkoma innymi uczniami innych Kapłanów. Naszym obowiązkiem było pilnie się uczyć,pomagać w Świątyni i ćwiczyć. Każdy uczeń musi być silny fizycznie i psychicznie,dlatego ćwiczymy. Jestem silniejsza,niż niejeden chłopak tutaj,ale mimo to muszę ciężej ćwiczyć,bo też będę strażnikiem Studni Znikających Kości. Stanęłam w bezpiecznej odległości od studni. Nie wolno nam było podchodzić do studni. Mój mistrz podszedł do Studni i odwrócił się w moją stronę. Podobno strażnicy studni mogą przenosić się dzięki Studni do czasów Sengoku (rok tygrysa). Studnię otacza dziwna magia,która jest bardzo mocna,ale nikt nie może jej wyczuć,oprócz mnie i Saburo. Może to przez to,że jesteśmy wrażliwi na magię i inne rzeczy. Saburo jest strażnikiem Studni i moim mistrzem. Nie miałam okazji zemścić się za jego arogancję pierwszego dnia tutaj. Nie powiedział mi,że to on będzie Kapłanek,który ma mnie uczyć.
-Za niedługo Ty też możesz się stać Strażnikiem Studni,jeśli Cię zaakceptuje-oznajmił mój mistrz.
Popatrzyłam na niego jak na totalnego idiotę. Dzielić zawód z NIM? Od chyba zgłupiał do reszty. Ledwie go znoszę,a co dopiero pracować z nim. Myślę,że ma gorączkę.
-Jest tylko jeden sposób,by się o tym przekonać-stwierdził patrząc na mnie tajemniczo.
Nie lubiłam kiedy tak na mnie patrzył. To zawsze oznaczało coś kompletnie porąbanego. Jak skakanie i bieganie po dachu Świątyni. Tego chyba nic nie przebije.
-Wskocz do Studni-nakazał.
A nie mówiłam? On zawsze wpada na takie porąbane pomysły. Ciekawe czy wie do czego służy mózg. niestety muszę spełniać wszystkie jego nakazy. Z ponurą miną podeszłam do Studni i jednym płynnym skokiem znalazłam się w studni. A właściwie spadałam na dno studni. W połowie poczułam dziwne szarpnięcie i spadałam z mniejszą prędkością. Wylądowałam w kucanej pozycji. Studnia była sucha i porośnięta twardymi pnączami o sercowatych liściach. Zrobiona była z ciemnoniebieskich cegieł i gliny czy czegoś takiego.
-Jak tylko stąd wyjdę to Cię zdzielę w Twój pusty łeb,Saburo!-krzyknęłam rozzłoszczona.
Było tu dość jasno jak na studnię,co było dziwne.
Podeszłam do pnączy i zaczęłam się po nich wspinać. Kiedy byłam już prawie na górze uzmysłowiłam sobie,że w Studni u nas nie ma pnączy,a w tej studni są. Czyżbym wylądowała w jakiejś innej studni,czy może innym świecie? Niech Cię szlag,Saburo! Wyszłam ze studni i rozejrzałam się. Tak jestem pewna,że to inny czas. Cofnęłam się do czasów Sengoku! Poznałam po wysokich i silnych drzewach. Żartuję. Poznałam po tym,że w Świątyni jest obraz przedstawiający ten czas. Mnóstwo drzew i krzewów. Wygląda na to,że spędzę tu kilka godzin zanim ktokolwiek po mnie przyjdzie. I co ja będę tu robić? Odwróciłam się gwałtownie w prawo,czując dym. Wyczuwałam też ogień. Zaczęłam węszyć w powietrzu. Jakaś wioska w pobliżu płonęła. Czułam też krew i słyszałam krzyki. Co się tam działo? Miałam ze sobą tylko mój miecz. Reszta broni była w moim pokoju,bo nie potrzebowałam jej. Ruszyłam biegiem w stronę krzyków i zapachów. Zanim dotarłam do linii lasu,przegonił mnie Saburo. Jakimś chamem był ode mnie szybszy. Może to dlatego,że był mężczyzną Kotołakiem.
-Gdzie my w ogóle jesteśmy?!-krzyknęłam za nim,biegnąc najszybciej jak mogłam.
-Od chwili,kiedy wylądowałaś tutaj,jesteś Strażniczką Studni!!-odkrzyknął.
Dlaczego? Dlaczego akurat ja? Wcale nie odpowiedział na moje pytanie!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz