wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 15. Podjęłam już decyzję.

Wahałam się jeszcze przez chwilę,stojąc przed świątynią. Odeszłam ze służby u Oberona i wycofałam się od chronienia Katie. Wyprowadziłam się od Willa i Katie. Odeszłam z liceum. Musiałam i chciałam się nauczyć panować nad swoją mocą. Nad ogniem. Wywołałam pożar w Parku Kiry. Do tej pory mam koszmary,a minęło już dwa miesiące. Nie wiem,czy ktokolwiek jest w stanie nauczyć mnie nad 
Wejście do Świątyni.
nią panować,ale chciałam spróbować. Nie miałam nic do stracenia. To skąd to wahanie? Znałam odpowiedź na to pytanie. Musiałam się wyrzec mojego poprzedniego życia i zacząć nowe,z czystą kartą,jako uczennica Kapłana. Czy byłam gotowa zakończyć swoje szalone życie? Nie miałam pojęcia. Zrobiłam krok do przodu,stając w wejściu do świątyni. To był mój nowy krok do przodu. Zakończyłam swoje dotychczasowe życie i zaczęłam nowe.
-Wielki krok naprzód-stwierdził męski głos za mną.
Saburo Morimato.
Pewnie bym podskoczyła albo się wzdrygnęła,gdybym nie słyszała kroków za sobą. Były ciche,ledwie słyszalne. Odwróciłam się,zaciekawiona do kogo należy lekko zachrypnięty głos. Kiedy zobaczyłam właściciela głosu myślałam,że padnę. Białowłosy mężczyzna o szaro-fiołkowych oczach. Wyższy ode mnie o pół głowy. Z pewnością był silny i umięśniony,ale chudy. Bardzo przystojny. Zaskoczyło mnie tylko to,że miał uszy i ogon. Był Kotołakiem. Białym kotołakiem,rzadko się zdarza by Kotołak w swojej prawdziwej postaci miał białą sierść. Miał na sobie ciemnoniebieskie kimono.
-Przepraszam,że przeszkadzam Ci w podejmowaniu decyzji-powiedział nieszczerze.
Naprawdę dziwne było to,że wiedziałam iż się nie polubimy. Nie znałam go,a już go nie znosiłam. Może to przez to,że widziałam w jego oczach złośliwe błyski i rozbawienie?
-Podjęłam już decyzję-odparowałam,odwracając się i ruszając do świątyni.
Miałam nadzieję,że on nie pójdzie za mną,ale nadzieja matką głupich. Prychnął i ruszył za mną. Trzymał się w bezpiecznej odległości. Miałam swój miecz przy pasie i paski z nożami do rzucania na udach. No i co z tego,że zaczęłam nowe życie? Broń z pewnością mi się przyda. Mam być uczennicą Kapłana chroniącego studni Znikających Kości. Wiem jak się nazywa mój "Mistrz". Saburo Morimato,ale nie opisali mi go. Pewnie będzie stary i bardzo mądry. Zatrzymałam się przed przesuwanymi drzwiami,nie bardzo wiedząc co mam zrobić. Zapukać,czy po prostu otworzyć i wejść? Na ratunek przyszedł mi starszy mężczyzna o brązowych oczach. Izaya Kinoato,czyli Kapłan Izaya. On miał na sobie srebrne kimono. Wiedziałam tylko tyle,że srebrny kolor,tutaj,oznacza,że jest tu szefem. Złączyłam obie dłonie,jak do modlitwy i pochyliłam głowę tak,że brodą dotykałam obojczyka.
-Anastasio,Saburo-Kapłan Izaya kiwnął nam głową.
Zamrugałam kilka razy,totalnie zdziwiona. Czyli to mój "mistrz"? Sądząc po jego uśmieszku,stwierdzam,że od początku o wszystkim wiedział. Od początku wiedział i nic mi nie powiedział. Jakoś się odegram.

                                     ******** Dwa Miesiące Później  ********

Patrzyłam jak szaro-pomarańczowo-niebiesko-żółte płomienie palą długi patyk. Dwa miesiące ćwiczyłam panowanie nad swoim ogniem i umiałam kilka sztuczek. Kontrolowałam ogień do pewnego stopnia. Za kilka lat będę na tyle silna,by panować nad ogniem bez ograniczeń. Na razie musiałam się szkolić.
-Anastasia-warknął Saburo.
Przewróciłam oczami,zadowolona,że tego nie widzi i zgasiłam płomienie.
-Chodź!-syknął na mnie.
Przyzwyczaiłam się do jego nieznośnego zachowania. Wstałam,cała obolała od tak długiego siedzenia w bezruchu i ruszyłam za nim. Miałam na sobie pomarańczowe kimono. Pomarańczowe jak ogień. Nie rozumiem jak w tym czymś można walczyć. Przez pierwsze tygodnie miałam kłopoty z równowagą i dość często witałam się z podłogą. Później przyzwyczaiłam się do swojego kimona. Zaprzyjaźniłam się z kilkoma innymi uczniami innych Kapłanów. Naszym obowiązkiem było pilnie się uczyć,pomagać w Świątyni i ćwiczyć. Każdy uczeń musi być silny fizycznie i psychicznie,dlatego ćwiczymy. Jestem silniejsza,niż niejeden chłopak tutaj,ale mimo to muszę ciężej ćwiczyć,bo też będę strażnikiem Studni Znikających Kości. Stanęłam w bezpiecznej odległości od studni. Nie wolno nam było podchodzić do studni. Mój mistrz podszedł do Studni i odwrócił się w moją stronę. Podobno strażnicy studni mogą przenosić się dzięki Studni do czasów Sengoku (rok tygrysa). Studnię otacza dziwna magia,która jest bardzo mocna,ale nikt nie może jej wyczuć,oprócz mnie i Saburo. Może to przez to,że jesteśmy wrażliwi na magię i inne rzeczy. Saburo jest strażnikiem Studni i moim mistrzem. Nie miałam okazji zemścić się za jego arogancję pierwszego dnia tutaj. Nie powiedział mi,że to on będzie Kapłanek,który ma mnie uczyć.
-Za niedługo Ty też możesz się stać Strażnikiem Studni,jeśli Cię zaakceptuje-oznajmił mój mistrz.
Popatrzyłam na niego jak na totalnego idiotę. Dzielić zawód z NIM? Od chyba zgłupiał do reszty. Ledwie go znoszę,a co dopiero pracować z nim. Myślę,że ma gorączkę.
-Jest tylko jeden sposób,by się o tym przekonać-stwierdził patrząc na mnie tajemniczo.
Nie lubiłam kiedy tak na mnie patrzył. To zawsze oznaczało coś kompletnie porąbanego. Jak skakanie i bieganie po dachu Świątyni. Tego chyba nic nie przebije.
-Wskocz do Studni-nakazał.
A nie mówiłam? On zawsze wpada na takie porąbane pomysły. Ciekawe czy wie do czego służy mózg. niestety muszę spełniać wszystkie jego nakazy. Z ponurą miną podeszłam do Studni i jednym płynnym skokiem znalazłam się w studni. A właściwie spadałam na dno studni. W połowie poczułam dziwne szarpnięcie i spadałam z mniejszą prędkością. Wylądowałam w kucanej pozycji. Studnia była sucha i porośnięta twardymi pnączami o sercowatych liściach. Zrobiona była z ciemnoniebieskich cegieł i gliny czy czegoś takiego.
-Jak tylko stąd wyjdę to Cię zdzielę w Twój pusty łeb,Saburo!-krzyknęłam rozzłoszczona.
Było tu dość jasno jak na studnię,co było dziwne.
Podeszłam do pnączy i zaczęłam się po nich wspinać. Kiedy byłam już prawie na górze uzmysłowiłam sobie,że w Studni u nas nie ma pnączy,a w tej studni są. Czyżbym wylądowała w jakiejś innej studni,czy może innym świecie? Niech Cię szlag,Saburo! Wyszłam ze studni i rozejrzałam się. Tak jestem pewna,że to inny czas. Cofnęłam się do czasów Sengoku! Poznałam po wysokich i silnych drzewach. Żartuję. Poznałam po tym,że w Świątyni jest obraz przedstawiający ten czas. Mnóstwo drzew i krzewów. Wygląda na to,że spędzę tu kilka godzin zanim ktokolwiek po mnie przyjdzie. I co ja będę tu robić? Odwróciłam się gwałtownie w prawo,czując dym. Wyczuwałam też ogień. Zaczęłam węszyć w powietrzu. Jakaś wioska w pobliżu płonęła. Czułam też krew i słyszałam krzyki. Co się tam działo? Miałam ze sobą tylko mój miecz. Reszta broni była w moim pokoju,bo nie potrzebowałam jej. Ruszyłam biegiem w stronę krzyków i zapachów. Zanim dotarłam do linii lasu,przegonił mnie Saburo. Jakimś chamem był ode mnie szybszy. Może to dlatego,że był mężczyzną Kotołakiem.
-Gdzie my w ogóle jesteśmy?!-krzyknęłam za nim,biegnąc najszybciej jak mogłam.
-Od chwili,kiedy wylądowałaś tutaj,jesteś Strażniczką Studni!!-odkrzyknął.
Dlaczego? Dlaczego akurat ja? Wcale nie odpowiedział na moje pytanie!









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz