-Ubezpieczaj tyły-nakazałam mu.
![]() |
| (tak mniej więcej wygląda bicz Kagome/Any) |
![]() |
| Jun. Lisi Demon. Ma 5 lat. |
Minęła godzina od momentu,kiedy wróciłam do Saburo z nieprzytomnym chłopcem. Rozbiliśmy obóz dwie mile dalej od zgliszczy wioski. Rozpaliłam ognisko i zjedliśmy z białowłosym kolację. Chłopiec nadal był nieprzytomny. Miał czerwone włosy i drobną twarz. Ciemnoczerwone uszy i ogon jak u lisa tylko podkreślały jego włosy. Miał na sobie pomarańczowy podkoszulek i czarne spodenki do kolan. Miał też kilka poparzeń,ale uleczyłam go. Był lekki jak na dziecko w jego wieku. Na oko wyglądał na pięć lat. Saburo drzemał sobie,oparty o pień drzewa,a ja stałam na gałęzi drzewa,które było brzozą. Widziałam z tond całą okolicę. Nudziło mi się trochę,ale to była moja warta. Co z tego,że Saburo na swojej zawsze przysypia. Coś tu biegło z nadludzką szybkością. W dodatku biegło po naszych śladach. Kucnęłam i przygotowałam się do ataku.
-Kagome! Nie atakuj go!-krzyknął Saburo.
-Grrr!-warknęłam,wstając.
Kiedy się zbliżył,poczułam zapach mokrego wilka. Od kiedy on zadaje się z wilkami? W dodatku był Youkai. Moją uwagę przykuł jakiś cień skradający się z lewej strony. Zalatywał psem. Co to jest? Zlot czworonogów?! Psa się raczej nie spodziewa Saburo. Świetnie,mogę się zająć złodziejem mojego miecza. Zeskoczyłam z gałęzi i wylądowałam miękko na trawie. Kiedy tylko moje stopy dotknęły trawy,bezszelestnie ruszyłam na spotkanie z Hanyou. Wyciągnęłam z pochw moje dwa sztylety,które zabłysły szaro-pomarańczową poświatą ognia. Wskoczyłam między drzewa i tyle mnie widzieli. Czarnowłosy najwyraźniej czekał na mnie,bo jak przybiegłam,on już tam czekał. Mój miecz go w ogóle nie odrzucał ani nic. Przyglądał się mieczowi,który trzymał w prawej ręce,a ten nic mu nie robił.
-Zaakceptował Cię-powiedziałam zdziwiona.
-Głównie dlatego Cię unikałem-odpowiedział.
-Dlaczego wcześniej nie powiedziałeś?
-Zastanawiałem się,dlaczego Twój miecz wybrał mnie.
-Uznał,że bardziej go potrzebujesz ode mnie. Mam swoją moc,a poza tym jest jeszcze inna.
Uniósł brew,ale nie pytał. Wiedziałam,że jest zaciekawiony.
-Możesz go zatrzymać,mam inną broń.
Schowałam sztylety na swoje miejsce i odwróciłam się z zamiarem odejścia.
-Uważaj na tchórzliwego wilka-poradził mi.
-Dlaczego mam na niego uważać? Założę się,że lepiej walczę od niego-odwróciłam się do niego.
-Jeśli coś sobie ubzdura to nie odpuści.
-Dlaczego mi to mówisz?-zapytałam go,totalnie zbita z tropu.
-Wpadłaś mu w oko-odpowiedział rozbawiony.
Kiedy zobaczył moją minę,roześmiał się. Moje policzki zapiekły. Szlag!
-Jak się spotkamy następnym razem może pouczę Cię używać miecza-stwierdziłam.
-To ten miecz nie jest zwykły?
Wzniosłam oczy do nieba,wzdychając ciężko.
-Jeszcze tego nie poczułeś? No tak! Nie jesteś Kotołakiem,więc nie czujesz naszej magii.
-To Ty jesteś Kotocośtam?
-Tak,baranie. Jestem Kotołaczką,a ten miecz był w mojej rodzinie od pokoleń i zielonego pojęcia nie mam,dlaczego wybrał akurat Ciebie.
-Jaką magie ma ten miecz?
Zamyśliłam się na chwilę.
-Kaze no Kizu,Konzo,Kallash i jest w stanie wszystko przeciąć.
Zamrugał powiekami totalnie nic nie rozumiejąc.
-Chyba najpierw zaczniesz od podstawy.
Drgnęłam,gdy poczułam ciepło ognia. Oczyściłam umysł i wpuściłam to dziwne ciepło ognia do swojego umysłu. Zalały mnie fale obrazów,trwało to ledwie sekundę,a potem zobaczyłam jeden obraz. Czerwonowłosy chłopiec wpatrywał się przerażony w czarnowłosego wilka. Mężczyzna coś do niego warczał,ale nie chciałam słyszeć,to zabierało jeszcze więcej energii,niż patrzenie przez ogień. Miał szpiczaste uszy,jak każdy Youkai,który miał postać człowieka. Miał wilczy ogon i dziwne ubranie z wilczej skóry (naprawdę nie umiem go opisać. Zdjęcie poniżej go przedstawia).
![]() |
| Kouga. Książę watahy wilków.(zdj. z anime Inuyasha[oglądam i Polecam]) |
Nie spodobało mi się to,że najprawdopodobniej groził małemu. Miał bojową postawę i to najbardziej mi się nie spodobało. Ogólnie on cały mi się nie podobał. Odcięłam się od dalszego oglądania. Za bardzo sobie pozwalał. Czarnowłosy chłopak w czerwonym kimonie bacznie mnie obserwował.
-Wygląda na to,że nie mam czasu-westchnęłam-To na razie,psie-pożegnałam się i odwróciłam.
-Mam na imię Inuyasha!!-krzyknął za mną.
Pokręciłam głową,biegnąc najszybciej jak umiałam w ludzkiej postaci do reszty. Dwie minuty później jak błyskawica wybiegłam z zza drzew i znalazłam się między lisim demonem,a wyleniałym wilkiem. Saburo już przywykł do tego,że prawie zawsze się wszędzie wcinam jeśli coś mi nie pasuje. Przywołałam swój ogień i otoczyłam go nim,tak żeby nie mógł uciec. Wyciągnęłam prawą rękę przed siebie,tak jakbym coś mu pokazywała.
-Tknij tylko chłopca to Cię zabiję-warknęłam do niego,zaciskając palce w pięść.
Języki ognia zacisnęły się na jego ciele,a on jęknął z bólu. Mogłam go od razu spalić,ale wiedziałam,że jest pod ochroną Masutaro. Był moim mistrzem,więc musiałam się słuchać,ale jeśli go chociaż zadrapie,zginie najgorszą śmiercią jaka mi do głowy przyjdzie.
-Kagome...-zaczął ostrzegawczo Masutaro,ale mu przerwałam.
-Wiem-odpowiedziałam mu,odwołując swój ogień.
Od razu ogień zniknął. Za to ja miałam mniej siły,ale nie byłam zmęczona na tyle,żeby zasnąć. Zmieniłam się w swoją normalną kocią postać i oddaliłam się do swojego punktu obserwacyjnego na brzozie. Broń,którą podarował mi ogień nie przeszkadza w zmienianiu postaci. Myślę,że ogień dając mi sztylety i bat miał podwójne znaczenie. Nie wiedziałam jeszcze tylko jakie. O mało nie spadłam z drzewa,kiedy tuż przede mną wyrosły wielkie czerwone ślepia i czarny nos. Dopiero później zobaczyłam resztę tego wielkiego stworzenia. Było łuskowate i miało ogromne mięśnie. Wielkie,białe pazury i niedźwiedzi ogon. Ogólnie wyglądało jak kilka zwierząt razem połączonych. Smoka,niedźwiedzia i goryla. Otworzyłam zdziwiona i zdezorientowana pysk. Dotarło do mnie,że to wielki i zły Youkai,jak chciał mnie zabić swoją wielką łapą. Zeskoczyłam z gałęzi i w locie zmieniłam się w swoją ludzką postać. Wyciągnęłam sztylety i miękko wylądowałam na trawie,a gałąź,na której siedziałam ledwie kilka sekund temu,wylądowała przede mną w kilku kawałkach. To COŚ ryknęło i ruszyło w moją stronę.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz