poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 17. On ma MÓJ miecz.

Wskoczyłam na drzewo,a w tym samym momencie zrobiła się duża wyrwa w murze z sosen. Wszędzie poleciały kawałki drewna,a moim oczom ukazał się czarnowłosy chłopak w czerwonym kimonie i z czarnymi psimi uszami. Miał złote oczy,które zmieniły barwę na piwną. Był wyższy ode mnie o głowę,a wokół niego lekko pulsowała magia.
-Hanyou,pół demon-szepnął do mnie Sabura.
-On ma MÓJ miecz-syknęłam.
Sabura złapał nie za ramie,powstrzymując mnie przed skoczeniem na pół-demona.
-Ma też z pewnością mój sztylet-szepnął mi na ucho-Nie możemy z nim walczyć nie mając broni-oznajmił-Zresztą Twój miecz jest dziwny i z pewnością będą problemy z oczyszczeniem go,jeśli w ogóle go zdobędziemy-dodał.
-Nie pozwolę żadnej mieszance używać mojego miecza!-syknęłam.
-Najpierw musimy znaleźć jakąś broń-warknął.
Wyrwałam się i wściekła,rzuciłam na czarnowłosego pół-psa. W locie zmieniłam się w swoją zwierzęcą formę i zdążyłam zadrapać mu policzek swoimi ostrymi pazurami. Złapał mnie za kark i rzucił jak szmacianą lalką o mur. Moje ciało wzmocniło się od ciągłych ćwiczeń,więc przeleciałam na drugą stronę robiąc dziurę. Duży odłamek drewna wbił mi się w bok,kilka centymetrów nad lewym biodrem. Zdążyłam go wyciągnąć zanim wylądowałam na trawie,turlając się dwa metry. Mam szczęście,że go wyciągnęłam przed upadkiem,bo jeśli bym nie zdążyła to odłamek wszedłby głęboki w moje ciało i pewnie nie byłabym w stanie się ruszać. Kiedy już się zatrzymałam,poczekałam chwilę,żeby rana się zamknęła. Bolało,ale dużo mniej niż rana zadana mieczem albo sztyletem. Westchnęłam głośno,próbując się opanować. Nie miałam broni. Jak miałam walczyć? Przeciwko mojemu mieczowi? Wstałam. Zmieniając się,myślałam o swoim rozmiarze w innej krainie. Tam byłam wielkości niedźwiedzia gryzzli,miałam większą siłę i szybkość. Teraz to wszystko by mi się przydało. Wzrost,siła i szybkość. Przemiana była kilku sekundowa. Kiedy wreszcie znalazłam się na czterech łapach,zerknęłam na swój cień. Był taki jak w innej krainie. Miałam co chciałam. Teraz zamierzałam zabić pół-demona,który ośmielił się ukraść mój miecz. Ruszyłam szybkim krokiem w stronę dziwnego zapachu i przeskoczyłam nad sosnowym murem. Wylądowałam po drugiej stronie,Saburo nigdzie nie było widać,ale ten drań stał pośrodku wioski i... śmiał się. Wściekłość uderzyła we mnie ze zdwojoną siłą,więc bez namysły zaczęłam pędzić wielkimi susami w jego stronę z odsłoniętymi kłami. Nie zaatakowałam go z tyłu,nawet jeśli był zły do szpiku kości,nie mogłam się przełamać i zaatakować go,gdy stał tyłem do mnie. Przeskoczyłam go,a kiedy byłam już przed nim,kopnęłam go z całej siły tylnymi nogami. Poleciał do tyłu,uderzył w domek i przeleciał z drugiej strony. Jestem pewna,że połamał sobie kilka kości. Wylądowałam miękko. Odwróciłam się i wskoczyłam do środka domku,do którego wpadł czarnowłosy. Na przeciwko była identyczna dziura tyle,że pokryta krwią.Wyskoczyłam przez dziurę na trawę mniej więcej do kolan,jeśli byłabym w swojej ludzkiej postaci. Teraz zakrywała mi większą połowę łap. Wzięłam głęboki wdech i już wiedziałam,że nie ma go w wiosce. Zwiał,ale był ranny,więc daleko na pewno nie uciekł. Poza tym dałabym radę go wytropić.
-Kagome!!-krzyknął z wahaniem Saburo.
Kagome to moje imię tutaj,w czasie Sengoku. Demony mogły nas szukać w naszym czasie,przechodząc przez studnie. Mamy pilnować jako Strażnicy,by żaden demon nie przeszedł do naszego czasu. Uspokoiłam się w mgnieniu oka i odwróciłam do niego przodem. Pachniał krwią i potem. Zmieniłam się w swoją ludzką postać.
-Co się stało?-zapytałam.
-Studnia jest oblężona przez Youkai,czystej krwi demony-odpowiedział.
Zaskoczyło mnie to. Musimy ją obronić,bo inaczej nasz czas będzie w niebezpieczeństwie.
-Chodźmy-oznajmiłam.
Skinął głową,a ja z powrotem zmieniłam się w swoją zwierzęcą postać tyle,że większą. Przeszłam ostrożnie przez dziurę w murze i rzuciłam się biegiem w stronę studni. W miarę jak się zbliżaliśmy,wyczuwałam dziwny zapach,dużo mocniejszy,niż tego pół-demona,który ukradł mi miecz. Wbiegliśmy na wielką polanę i wmurowało nas w ziemię. Cały rój Youkai otaczał studnię i kilka już się przedostało do naszego czasu. Youkai było różnego rodzaju,wielkości i wzrostu. Zmieniłam się w swoją ludzką postać.
-Niektóre przeszły do naszego czasu-oznajmiłam-Podrzucę Cię do studni,a sama zajmę się tymi tutaj-dodałam.
W trzech susach znalazłam się w odpowiedniej odległości od Saburo i splotłam palce ze sobą,stając w lekkim rozkroku. Skinęłam głową,a on ruszył biegiem w moją stronę. Kiedy wskoczył na moje złączone dłonie,z całej siły go podrzuciłam. Kiedy już był w powietrzu,zmieniłam się w wielkiego kota i zaczęłam walczyć pazurami i kłami. Gryzłam,drapałam i odpychałam potwory jak najdalej od studni. Ja też obrywałam,ale moje rany goiły się błyskawicznie,a ja stawałam się coraz silniejsza,bo dzień się kończył i zaczynała noc. Dziś wypadała pełnia księżyca w tym czasie,a moje ciało na nią reagowało. Byłam szybsza i silniejsza dzięki księżycowi w pełni. Im więcej Youkai zabijałam,tym więcej ich przybywało. Energia była nie do zniesienia,a  ja stawałam się coraz agresywniejsza i brutalniejsza. Rozrywałam ich na strzępy i odgryzałam głowy. Nie panowałam nad sobą. Rany goiły się w zastraszającym tempie. Kiedy noc już na dobre zapadła do walki używałam też swojego ognia. Energia szybciej się spalała,ale nawet to nie mogło mi pomóc. Za pomocą ognia,pazurów i kłów szybciej pozbywałam się Youkai.
    Otworzyłam oczy,jęcząc cicho. Całe ciało mnie bolało,ale nie byłam zmęczona jak zwykle po nocy w pełni księżyca. Czułam się normalnie,jak każdego innego dnia,oprócz tylko tego,że nie pamiętałam za wiele z nocy. Miałam tylko urywki tego co zrobiłam,jak zabijałam. Dobrze,że nie pamiętałam dużo z wczorajszej nocy. Usiadłam na wypalonej trawie i rozejrzałam się. Drzewa,które były najbliżej łąki się spaliły,o trawie lepiej już nie wspominać. Wszystko dookoła było czarne i spalone. To jeszcze bardziej mnie dobiło. Nie panowałam nad sobą do tego stopnia,że nie pamiętałam wszystkiego z wczorajszej nocy. Podciągnęłam kolana pod brodę i objęłam je rękami. Oparłam czoło o kolana i zaczęłam cicho płakać.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz